czwartek, 21 maja 2015

Nawyki, które muszę w sobie zmienić



Moja lista nawyków, tych złych, paskudnych nawyków jest pewnie dłuższa niż lista prezentów, które moja córka chciałaby otrzymać na swoje urodziny, a wierzcie mi,  to naprawdę długa lista i powiększa się z każdą wizytą w sklepie lub z każdą obejrzaną reklamą. 

Ale ponieważ i tak wiadomo, że ludzie się nie zmieniają, a na pewno już nie radykalnie, to tylko o 3 nawykach chciałabym napisać. I wziąć je sobie na celownik, by trochę z nimi powalczyć.

Po pierwsze, jak tylko wracam z pracy/imprezy/wyjazdu do domu, to choćby się paliło, waliło, choćby nie wiem jak ssało mnie w żołądku, albo bym zasypiała na stojąco, to muszę najpierw odpalić komputer i sprawdzić przynajmniej maile, a szczególnie komentarze na blogu. To nic, że często nie mam siły zebrać myśli, by odpisać coś sensownego.

Po drugie, jak już uruchomię komputer i wlazę do internetu to wałęsam się często bezproduktywnie z jednej strony na drugą, z fejsa na blogi, z blogów na fora, z forów na fejsa i tak w kółko, bo przecież tyle można się dowiedzieć, nauczyć, przeczytać tyle ciekawostek. 

A po trzecie, co wynika z dwóch poprzednich, choć nie tylko, to jestem mistrzynią odkładania na później. Później posprzątam, bo najpierw muszę sprawdzić pocztę, później zrobię obiad, bo najpierw muszę sprawdzić przepis, później wyjdę z córką na spacer, bo teraz muszę napisać bardzo ważny post.

W rezultacie cały dzień jestem strasznie zapracowana, a wieczorem okazuje się, że tak naprawdę nie zrobiłam nic konkretnego.

Wpadłam w pułapkę łatwego dostępu do czegoś co daje natychmiastową gratyfikację. 

Żeby spotkać się z koleżanką w realu to muszę umówić się z mężem lub synem, że będą w domu by popilnować młodszych, muszę też poświęcić czas na dojazd/dojście, muszę się jeszcze jakoś ubrać i oczywiście zgrać się czasowo z przyjaciółką. W sieci, po prostu wchodzę na fejsa i mam od ręki na czacie kilkadziesiąt osób chętnych do pogadania. Mogę siedzieć sobie w szlafroku, z farbą na głowie i ewentualnie oderwać się na chwile, by podać dziecku coś do picia i rozmawiać z koleżanką z drugiego końca nie tylko miasta, ale i świata o urokach wełny merynosów.

W oka mgnieniu mogę znaleźć utwór, który mam ochotę posłuchać, film, który chcę obejrzeć, książkę, którą chcę przeczytać. Kiedy tylko chcę mogę obejrzeć widoki zapierające dech w piersiach albo dzieła sztuki w muzach świata. Wrzucam zdjęcie swojego ostatniego rękodzieła, a potem czytam miłe komentarze, których normalnie bym nie usłyszała, bo pewnie bym nikomu nie pokazała face to face moich prac. 

I tak mijają minut, a nawet godziny na dogadzaniu sobie, poprawianiu samopoczucia. 

To ironia naszych czasów - stworzyliśmy maszyny, dzięki którym możemy przyspieszyć i uczynić łatwiejszymi wiele prac, by dzięki temu cieszyć się życiem. Ale nie mamy czasu by żyć pełnią życia, bo albo zarabiamy na nowoczesność, albo wpadamy w jej szpony i przenosimy się z naszym życiem do wirtualu.

a sama idę popatrzeć na śpiącą córkę, żeby nacieszyć oczy prawdziwym życiem. 



4 komentarze:

  1. Genialnie ujęty problem. Mam to samo choć w swoim zestawieniu tych nawyków nie ujęłam. Obawiam się, żę pół nocy bym wymieniała swoje paskudne nawyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Eh te nasze nawyki, jakby tak zacząć się mocno zastanawiać, bo nie starczyłoby czasu by wszystkie wypisywać ;-)

      Usuń
  2. Mój problem jest podobny - "sprawdzę tylko pocztę/ fejsa/ komentarze..." Sprawdzam i przepadam. Kilka godzin później budzę się, bo niczego jeszcze dziś nie dokonałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taka choroba naszych czasów, niestety.

      Usuń

Obserwatorzy

Copyright © 2016 m.akneta , Blogger